



Przy ul. Przechodniej 5 znajduje się tablica upamiętniająca miejsce, w którym w dniu 11 marca 1944 roku zginęli żołnierze Zagłębiowskiej Brygady GL-PPS partyzanci: Tadeusz Bolek, Stefan Wahanka, Jerzy Gorzula, Bogusław Zychla.
W sosnowieckiej dzielnicy Pogoń, na budynku przy ulicy Przechodniej 5 znajduje się tablica pamiątkowa na której możemy przeczytać:
W DNIU 14 MARCA ZGINĘLI W TYM MIEJSCU W WALCE ZBROJNEJ
Z OKUPANTEM HITLEROWSKIM ŻOŁNIERZE ZAGŁĘBIOWSKIEJ BRYGADY GL-PPS AK PARTYZANCI:
• TADEUSZ BOLEK ps. „TADO”
• STEFAN WAHANKA ps. „RUCZAJ
• JERZY GORZULA ps. „JASKÓŁKA”
• BOGUSŁAW ZYCHLA ps. „BOGDAN”
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI !
W uzupełnieniu treści tablicy należy dodać, że chłopcy którzy polegli w tym miejscu byli żołnierzami Oddziału Rozpoznawczego 23 Dywizji Piechoty Armii Krajowej.
Formacja ta powstała latem 1943 roku w wyniku akcji scaleniowej mającej na celu odbudowanie struktur Wojska Polskiego. Trzon 23 DP AK stanowili żołnierze Gwardii Ludowej PPS-WRN. Szacuje się, że przynajmniej 70% stanu osobowego AK w Zagłębiu stanowili PPS-owcy. Taki stan rzeczy znajduje także odzwierciedlenie w strukturach dowództwa Inspektoratu Sosnowieckiego AK jak i w dowództwie oddziałów partyzanckich działających na terenie naszego regionu
Jest to dobry przykład na to, że wbrew temu co nadal próbuje się lansować, Armia Krajowa nie była organizacją o ściśle określonym kierunku ideologicznym. Służyli w niej żołnierze prezentujący bardzo różne opcje polityczne.
Tak też było z naszymi partyzantami, którzy nie tyle jako członkowie tej czy innej partii, ale jako żołnierze działającego w konspiracji Wojska Polskiego poświęcili swe młode życie.
Jesienią 1943 Sztab Okręgu Śląskiego Armii Krajowej podjął decyzję w związku ze zbliżającą się zimą o zakwaterowaniu żołnierzy z oddziałów partyzanckich w konspiracyjnych melinach na terenie Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Decyzja ta podyktowana była trudnościami związanymi z zachowaniem wymogów konspiracji, a także z zaprowiantowaniem sporych liczebnie oddziałów. Tej zimy, w leśnych obozach pozostały tylko mniejsze, a przez to i mniej rzucające się w oczy oddziały. Na terenie Sosnowca zakwaterowano partyzantów z I i II sekcji I kompanii oddziału partyzanckiego AK „Surowiec” z powiatu zawierciańskiego (dowódca por. Stanisław Wencel „Twardy”) oraz dwie drużyny z oddziału partyzanckiego AK „Garbnik” z Beskidów (dowódca por. Antoni Andrzejewski „Andrzej”).
Tragiczne wydarzenia z 14 marca związane są z partyzantami od „Twardego”. Właśnie tego dnia około godziny 7.00 żołnierze z tego oddziału pod dowództwem kaprala Ryszarda Żuka „Rysia” w celu zdobycia broni dokonali rozbrojenia posterunku policji w Będzinie przy ulicy Małobądzkiej. Rozbrojono wówczas oberwachmeistra rez. Siegala oraz czterech policjantów. Po udanej akcji, w czasie której zdobyto pięć pistoletów, parabellum, pistolet maszynowy i kilka granatów, partyzanci przedostali się na Pogoń. Tutaj „Ryś” odłączył się od pozostałych wydając wcześniej rozkaz niezwłocznego udania się do Kazimierza Górniczego gdzie zaplanowano zbiórkę oddziału przed wymarszem do lasu.
„Tado”, „Ruczaj”, „Jaskółka” i „Bogdan” postąpili jednak inaczej...
Tak komentuje to gen. Zygmunt Walter Janke – komendant Śląskiego Okręgu Armii Krajowej: „Młodzi chłopcy, pełni brawury, podnieceni udaną akcją, postanowili wstąpić jeszcze na kwatery, zabrać zostawione tam wino i zjeść coś przed długą drogą.” Decyzja ta zaważyła na życiu chłopaków. Nie wiedzieli oni bowiem o tym, ze byli śledzeni przez przypadkowego świadka akcji pod posterunkiem – Niemca Karleschka, który zawiadomił gestapo o miejscu zatrzymania się partyzantów.
O tym co stało się później tak oto pisze gen. Janke: ”Zaskoczenie nie udało się. Chłopcy byli czujni. Gestapowiec i dwaj ss-mani zginęli od pierwszych strzałów. Zaczęło się oblężenie. Niemcy otworzyli silny ogień ciągły do okien domu i spróbowali sforsować wejście. Bez rezultatu. Stracili znowu dwóch ludzi. Partyzanci strzelali tylko w miarę konieczności. Oszczędzali amunicję. Niemcy na chwilę wstrzymali ogień. Naradzali się. Partyzanci usiłują wykorzystać ten moment. Otwarli drzwi, rzucili dwa granaty i spróbowali się przebić. Niestety nie udało się. Granaty były słabe, włoskie, zaczepne, nie przydusiły Niemców do ziemi. Od serii SS-mana padł jeden z partyzantów. Po chwili przybył patrol policyjny i przywiózł granaty łzawiące. Gryzący dym wypełnił budynek. Na domiar złego kończy się amunicja. Ostatnie naboje przeznaczają dla siebie. Kolejno odbierają sobie życie.”
Nazajutrz zgrupowani w Kazimierzu partyzanci „Twardego” po krótkiej walce w okolicach Porąbki-Zawodzia wymaszerowali do swych leśnych sadyb na terenie powiatu zawierciańskiego. Zabrakło wśród nich czterech młodych chłopaków, których imiona pozostaną zapisane na murze przy ulicy Przechodniej.
Istnieje pewna nieścisłość pomiędzy zapisem nazwisk żołnierzy na rzeczonej tablicy a wspomnieniami ich dowódcy Stanisława Wencla „Twardego”. W „Księdze wspomnień. Polska Partia Socjalistyczna w latach wojny i okupacji 1939-1945” „Twardy” tak podaje nazwiska swych żołnierzy:
• Tadeusz Bolek "Taddo" –Zaolziak
• Stefan Wochenko - wywodzący się z konspiracji zawierciańskiej
• Jerzy Gorzula – „Jaskółka" z Sosnowca
• Bogdan Żychla –„August" z Sosnowca. W innym miejscu pojawia się pod imieniem Bogusław i pseudonimami "Bogdan" i "August".
Z kolei w pośmiertnych wnioskach odznaczeniowych ku zaskoczeniu odnajdujemy nazwiska Gorzela i Zychta.
Dzisiaj, z powodu braku świadków niezwykle trudno jest ustalić prawdziwe nazwiska poległych. Konspiracja rządząc się własnymi prawami miała na celu raczej ukrycie niż eksponowanie tożsamości żołnierzy.
Artur Ptasiński
Materiał powstał na podstawie książki Zygmunta Waltera Janke „Śląsk jako teren Partyzancki Armii Krajowej” – Warszawa 1986, a także przy wykorzystaniu informacji przekazanych przez por. Janusza Rajchmana „Sulicy” z Kazimierza Górniczego – ostatniego szefa BIP – Okręgu Śląskiego AK.